Strona główna  /  Nauka  /  Anglicyzmy w pracy – które warto znać, a których unikać?

✦ AI

Anglicyzmy w pracy – które warto znać, a których unikać?

Nauka
Biurko z laptopem i dokumentami z wyróżnionymi anglicyzmami, w tle rozmowa współpracowników w biurze, no text on the picture

Masz wrażenie, że w biurze wszyscy mówią po polsku, ale co chwila wpadają angielskie wstawki i nie zawsze za nimi nadążasz? Chcesz wiedzieć, kiedy Anglicyzmy w pracy pomagają, a kiedy tylko robią wrażenie „mądrze brzmiących” słów? Z tego tekstu dowiesz się, które angielskie zwroty warto mieć w repertuarze, a z używaniem których lepiej uważać.

Czym są anglicyzmy w pracy?

W biurowym żargonie Anglicyzmy w pracy to często całe gotowe zwroty, którymi opisujesz projekty, stanowiska czy sposób pracy. Są efektem globalizacji i tego, że wiele narzędzi oraz procedur powstaje najpierw po angielsku, a dopiero potem trafia do polskich firm. Część z nich przyjmuje się bardzo szybko, bo brzmi zwięźle i pasuje do międzynarodowych realiów, inne budzą opór albo zwyczajnie mylą.

Badania prowadzone w polskich firmach pokazują, że pracownicy najczęściej przeplatają polszczyznę angielskimi słowami podczas zwykłych rozmów w biurze, w mailach oraz w czasie rozmów telefonicznych. Rzadziej sięgamy po nie na prezentacjach czy w oficjalnych dokumentach, co dobrze pokazuje naturalną granicę między językiem potocznym a językiem formalnym w biznesie.

Jakie anglicyzmy warto znać?

Czy da się dziś pracować w międzynarodowej firmie bez słów typu team czy call? Te podstawowe anglicyzmy ułatwiają porozumiewanie się z osobami z innych krajów i zwykle wszyscy rozumieją je tak samo. W praktyce wiele osób na co dzień mówi o swoim zespole „team”, o krótkiej rozmowie „call”, o pracy na pełen etat „full-time”, a o młodszym specjaliście „junior”. Trudno znaleźć polskie odpowiedniki, które byłyby równie krótkie i jednocześnie międzynarodowe.

Do najczęściej używanych słów należą też określenia związane z komunikacją i organizacją pracy. W rozmowach pojawia się „chat” jako nazwa kanału lub krótkiej wymiany wiadomości, „newsletter” w kontekście cyklicznych informacji, a „feedback” jako informacja zwrotna. W wielu zespołach te słowa stały się po prostu naturalnym elementem języka, podobnie jak nazwy narzędzi, z których korzystasz każdego dnia.

Kiedy zaczynasz pracę w korporacji, przydatna może być mała lista zwrotów, które rzeczywiście warto znać, bo opisują standardowe sytuacje w międzynarodowym środowisku:

  • „team” – zespół pracujący nad jednym projektem lub w jednym dziale,
  • „call” – z reguły krótka rozmowa telefoniczna albo spotkanie online, często zamiast dłuższego maila,
  • „chat” – bieżąca wymiana wiadomości na komunikatorze firmowym, najczęściej mniej formalna niż mail.

Do tej grupy dochodzą też anglicyzmy bardziej specjalistyczne, typowe dla świata finansów, marketingu czy start-upów. Słowa takie jak „KPI”, „FYI”, „TBC”, „crowdfunding” czy „pitch” opisują konkretne narzędzia, skrótowe informacje lub formy pozyskiwania finansowania. Jeżeli pracujesz w środowisku międzynarodowym, ich znajomość realnie pomaga czytać raporty, brać udział w spotkaniach i swobodnie reagować na to, co mówią inni.

Jakich anglicyzmów lepiej unikać?

Nie każde angielskie słowo, które trafi do firmowego żargonu, rzeczywiście ułatwia życie. Czasem w zdaniach pojawia się cała seria wstawek typu „zrób to ASAP”, „sfowarduj maila”, „zaupdejtuj prezentację”, mimo że po polsku możesz powiedzieć to prościej. Wtedy anglicyzmy nie są już narzędziem komunikacji, ale sposobem na dodanie sobie pozornej powagi albo próbą naśladowania obcego stylu.

Problem zaczyna się także wtedy, gdy nie wszyscy w zespole rozumieją dane słowo. Starsi stażem pracownicy, osoby spoza świata korporacji czy współpracownicy z zewnątrz mogą czuć się wykluczeni, kiedy w jednym zdaniu pada kilka skrótów i nikt nie wyjaśnia ich znaczenia. Pytanie, które warto sobie zadać brzmi: „Czy to angielskie słowo naprawdę jest mi potrzebne, czy mówię tak z przyzwyczajenia?”. Przydatnym punktem odniesienia może być lista sytuacji, w których lepiej postawić na polszczyznę:

  • oficjalne pisma, regulaminy, umowy i procedury, które powinny być zrozumiałe dla każdej osoby czytającej dokument,
  • komunikaty kierowane do szerokiego grona odbiorców, na przykład do wszystkich pracowników lub klientów spoza środowiska korporacyjnego,
  • rozmowy, w których widzisz, że rozmówca gubi się przy angielskich wtrąceniach i dopytuje o ich znaczenie.

Jak mądrze korzystać z anglicyzmów?

Świadome podejście do języka polega na tym, że wybierasz słowa pasujące do sytuacji i odbiorcy. Są branże, w których trudno obejść się bez anglicyzmów, na przykład w IT, marketingu internetowym czy finansach. W innych obszarach biznesu spokojnie wystarczy użycie polskich określeń, a pojedyncze angielskie słowa zostawić można na spotkania z zagranicznymi partnerami.

Warto zadbać o znajomość angielskiego biznesowego, bo wtedy anglicyzmy przestają być pustymi „buzzwordami”, a stają się zrozumiałymi narzędziami. Pomagają w tym kursy typu Business English, kontakt z autentycznymi materiałami i zwykła ciekawość świata języka. W wielu krajach, na przykład we Francji czy w Rosji, dyskutuje się podobne dylematy, powstają słowniki zapożyczeń i opisy tego, jak nowe wyrazy wchodzą do codziennej mowy. To dobry sygnał, że nie chodzi o całkowitą rezygnację z anglicyzmów, ale o ich rozsądne oswojenie w biurze.

Artykuł powstał przy współpracy z dobrapisownia.pl.

Artykuł sponsorowany

Redakcja leaninstem.pl

W zespole leaninstem.pl z pasją łączymy tematy pracy, edukacji, marketingu i technologii. Chcemy dzielić się z Wami naszą wiedzą, upraszczając nawet najbardziej złożone zagadnienia. Naszą misją jest sprawić, by nowoczesne trendy były dostępne i zrozumiałe dla każdego.

Może Cię również zainteresować

Potrzebujesz więcej informacji?